20.07.2008.
Strona główna
Wiadomości
Pogoda
Wyszukaj
Rozrywka
PROMOCJE !!!
Ogłoszenia
Blog
e-Kartki
Katalog WWW
Katalog Firm
Forum
Promocja dla Biznesów
miniChat
Zamów biuletyn






Kontakt
Polityka prywatności
Regulamin portalu

>>> Strona główna arrow Wiadomości arrow Felietony arrow Wielki odjazd


Czy wiesz, że w tym portalu możesz zamieścić BEZPŁATNIE ogłoszenie?

 


Advertisement
Wielki odjazd Drukuj E-mail
Wpisany: Martyna Bunda-Polityka   
15.03.2006.

Nowe oczka

Stare popsute sieci same zetleją, zapewne także z powodów finansowych. Z badań Ziemowita Hirszfelda z Ośrodka Badań nad Migracjami wynika, że średnio z jednego kilkumiesięcznego wyjazdu pod koniec lat 90. przywoziło się do Polski około 12 tys. zł. Od lat ta suma się nie zmienia. Pieniądze przeznacza się głównie na życie, ewentualnie remonty. Ale domy w podlaskich Mońkach (typowym miasteczku, które zawsze miało swą emigracyjną sieć, najpierw w USA, ostatnio głównie w Belgii) w większości zostały już wyremontowane. Tylko 9,3 proc. reemigrantów jakkolwiek zainwestowało przywiezione pieniądze, zapewne dlatego, że było ich za mało. Zbigniew Męczykowski, burmistrz Moniek, skąd jeszcze niedawno jeździło do Belgii ponad 40 proc. rodzin, nie może przypomnieć sobie nikogo, kto by pojechał akurat w ostatnim czasie. Dorastające teraz monieckie pokolenie, opowiada burmistrz, wybrało raczej wyższe studia w dużych polskich miastach.

W miejsce starych sieci powstają nowe. Tyle że używane już przez innych ludzi. Te, które właśnie powstają, mają swoje początki gdzieś tam w akademikach. Po otwarciu granic zaczęło na przykład działać na polskim rynku kilkanaście firm, które się specjalizują w wysyłaniu polskich studentów oraz magistrantów na staże do zagranicznych firm. Odpłatnie. Lecz za to po rocznym stażu można już zacząć legalną pracę w każdym z państw Unii Europejskiej, nawet tym, które formalnie nie otworzyło jeszcze swojego rynku pracy. Już wiadomo, że osiedleni stażyści tą samą drogą ściągają z kraju następnych, którzy też zaczynają od stażu.

Każda fala sobie

Ci z nowych sieci nie wchodzą w żywsze relacje z emigrantami starszych dat. Podobnie jak ich poprzednicy z emigracyjnej fali lat 80. Pracownicy budowlani, a nawet magistrowie, nie bardzo pasowali do generałów i przedwojennych aktorek, którzy prowadzili życie towarzyskie w przedwojennym stylu, z ploteczkami nad szklaneczką whiskey. Zwłaszcza że z tymi młodszymi nie dawało się rozmawiać o polityce.

A nie dawało się. Robert tłumaczy tak: owszem, jeszcze w Polsce roznosił ulotki. Ale rozpoczynanie życia na nowo jest absorbujące, człowiek ciężko pracuje intelektualnie, obserwując ludzi, odnajdując się w nowych sytuacjach oraz towarzystwach. Walczy, by zostać zaakceptowanym, a może nawet uznanym i szanowanym. By jakoś się określić jako obywatel tej nowej ojczyzny, gdzie wokół biali, czarni, skośnoocy. Z perspektywy miesiąca wydarzenia w kraju okazują się faktami bez znaczenia.

Teraz też kolejne emigracje za bardzo się nie zbliżają. Bo emigrantów 2005 r. jeszcze bardziej interesuje lokalna kultura, skoro właśnie z jej powodu przyjechali. A więc: brytyjskie kluby, koncerty zespołów, które świetnie znają, choćby z MTV, teraz mają na żywo i z tego korzystają.

A jeśli wypadło im być tam, gdzie nie mają dostępu do kultury, to sami sobie skutecznie ją organizują. Jak na przykład grupa polskich informatyków zatrudnionych w Emiratach Arabskich, do których kilka razy w roku przyjeżdżają z koncertami najmodniejsi aktualnie didżeje z Polski i Wielkiej Brytanii.

To ostatnie pokolenie też próbuje się jak najszybciej stopić z nowym miejscem, które im imponuje. Paulina była zachwycona, gdy w metrze zobaczyła panią w futrze i letnich sandałach. Nie czuła się urażona, przeciwnie, nawet jej się spodobało, gdy drugiego dnia po przyjeździe pewna Angielka ją skrzyczała w metrze, bo nie dostała odpowiedzi, czy to metro jedzie na Baker Street. Brytyjczycy, mówi Paulina, tak podchodzą do życia, jakby i ona chciała: żyć, nie przejmować się tym, czym się przejmować nie warto.

 


Zmieniony ( 07.06.2006. )
 
wstecz   dalej »
Spa Allure